zespół

Kilka słów o relacjach

15/07/2019
 
 

Tysiące lat temu mędrcy doszli do wniosku, że życie w samotności jest niedoskonałe. Prace naprawiające ten błąd symbolicznie opisuje Księga Rodzaju: „Potem Bóg rzekł: Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc”. (Biblia Tysiąclecia, Rdz 2, 18, Pallotinium, Warszawa 1990). Ta pomoc, czyli relacja z bliską osobą nabiera w dzisiejszych czasach szczególnego znaczenia. Wagę zagadnienia pokazują statystyki notujące wzrastającą liczbę poważnych zachorowań i skracający się czas życia osób samotnych. W ślad za nimi badania naukowe dowodzą, że poczucie bliskości i wspólnoty jest ważne dla naszego zdrowia niemalże tak samo, jak powietrze i woda. (Dean Ornish, Miłość i Przetrwanie).

Relacje mogą poprawiać lub skracać nasze życie. Inni ludzie oddziałują bowiem na przeżywane przez nas emocje. Pod wpływem emocji w organizmie zachodzi szereg reakcji. Uwalniane są hormony walki (min. adrenalina) lub miłości (oksytocyna). Zmiany fizjologiczne pojawiające się pod wpływem chwilowego przygnębienia, złości, lęku czy radości przeżywanych w związkach z innymi osobami, nie są znaczące. To, jak dana relacja wpływa na nasze zdrowie i samopoczucie zależy od sumy jej toksycznego lub karmiącego wpływu w przeciągu miesięcy czy lat.

Kiedy umysł interpretuje sytuację interpersonalną jako groźną czy przykrą układ wewnątrzwydzielniczy rusza na ratunek. Kora nadnerczy wydziela kortyzol, hormon (jeden z wielu) mobilizujący organizm w stanie zagrożenia. Na co dzień potrzebujemy umiarkowanej ilości kortyzolu. Jeśli jego poziom jest regularnie podwyższony (stres) powoduje choroby układu krążenia, nadciśnienie, osłabienie pracy układu immunologicznego, czy pamięci spowodowane niszczeniem komórek nerwowych w hipokampie. Kortyzol oddziałuje też na ciało migdałowate (siedlisko emocji), wzmagając uczucie strachu oraz osłabia zdolność kory przedczołowej do regulowania przychodzących z ciała migdałowatego sygnałów strachu. Słowem nadmiar kortyzolu osłabia hipokampp, który nadmiernie uogólnia bojaźliwość wywołaną szczegółami danej sytuacji, które tak naprawdę są bez znaczenia np. ton głosu osoby będącej źródłem napięcia. Obwody nerwowe ciała migdałowatego szaleją, a obszar przedczołowy nie modeluje sygnałów z niego docierających. To wzmaga jeszcze jego „szaleństwo”, a tym samym hipokamp błędnie dostrzega zbyt wiele powodów do lęku, czyli do walki bądź ucieczki. Czy zdajesz sobie sprawę jak często Twój organizm znajduje się w takim stanie pod wpływem relacji, które tworzysz?

Jakość relacji zawodowych zależy od wielu czynników, często niezależnych od Ciebie. Możesz natomiast kształtować relację z sobą samym i bliskimi Ci ludźmi tak, by były źródłem dobrych emocji, a tym samym wsparciem i przeciwwagą dla stresu zawodowego.

RELACJA Z SOBĄ SAMYM

Specjalistów zajmujących się problematyką wypalenia stresem interesuje, dlaczego tak wiele osób dopuszcza do wyczerpania organizmu. Co się dzieje z instynktem samozachowawczym? U podstaw tego problemu leży brak kompetencji w opiekowaniu się sobą. Kompetencja ta posiada dwa aspekty: poznawczy i emocjonalny. Pierwszy to znajomość funkcjonowania i użytkowania ludzkiego organizmu. Drugi, to stosunek do samego siebie, czyli relacja ze sobą. Wiedzę można łatwo pogłębić, trudniej zmienić relację. Obserwacje prowadzone z perspektywy gabinetu coacha i psychoterapeuty pozwalają stwierdzić, że osoby przeciążające się, posiadają silną potrzebę uznania przez innych, przez co stawiają sobie nadmierne wymagania. Postawa ta kształtuje się w dzieciństwie, kiedy rodzice nie przestrzegają kluczowej dla wychowania zasady: tyle wymagań, ile miłości. Jeśli wymagań było dużo, a wsparcia i miłości mało, to w dorosłym życiu możemy mieć trudności z realistycznym wymaganiem od siebie i dawaniem sobie opieki. Krucha jest bowiem nasza miłość, własna czyli poczucie własnej wartości, polegające na akceptacji własnych potrzeb i uczuć. (Maarem Johnson, Lars Forsman, „Competence strivings and self-esteem. An experimental study, Person Invid. Diff, 10, 1005; L.Hallsten, K. Bellaght, K. Gustafson:” Utbratanning i Sverige”, Arbetslivsinstituet, Sztokholm 2002). Życie upływa nam potem na konstruowaniu i podtrzymywaniu go, co przejawia się jako przymus kolejnych osiągnięć. Przeciążamy się angażując w zbyt wiele działań. Trudno nam się wyciszyć i wyhamować fizjologiczne pobudzenie. Życie zaczyna przypominać skecz Monthy Pytona przedstawiający bieg na 100m dla ludzi pozbawionych poczucia kierunku. Pędzimy do przodu, na boki, kręcimy się w kółko, dajemy z siebie wszystko, bijemy rekordy prędkości. Brak jednak kierunku, mety i wytchnienia.

Skutki wewnętrznych motywacji do działania zbadał harvardzki profesor David McClelland. Skoncentrował się na potrzebie osiągnięć i afiliacji (relacji), jako motywach istniejących w różnych proporcjach w każdym z nas. Dowiódł, że silna potrzeba osiągnięć nie wpływa negatywnie na zdrowie tylko wtedy, jeśli balansuje ją pragnienie bycia w relacji. Kiedy potrzeba osiągnięć dominuje, naturalna życiowe przeszkody powodują silny lęk i złość, co łączy się z wydzielaniem wielkich ilości hormonów stresu powodujących przyspieszoną pracę serca i wzrost ciśnienia krwi. To najkrótsza droga do zawału. Badacz odkrył też, że kluczowe znaczenie dla zdrowia mają nasze wyobrażenia na temat relacji międzyludzkich. Wiara, że można tworzyć relacje oparte na zaufaniu i miłości. Na przeciwnym biegunie znalazły się osoby kojarzące relacje z manipulacją i opuszczeniem. Być może to istnienie wiary w relacje determinuje jakość relacji jaką tworzymy ze sobą samym i nasze pragnienie bycia w relacji z innymi osobami.

Budowanie dobrej relacji ze sobą warto zacząć od biernej i otwartej samoobserwacji. Jakie osądy wyprodukowałem wobec siebie i bliskich i jak to wpłynęło na moją relację ze mną i nimi? Czy taka była moja intencja? Wyjście z roli sędziego, pomaga rozumieć i czuć się bliżej siebie i innych osób. Redukuje ilość subiektywnie przeżywanego stresu oraz oszczędza czas i energię marnowaną na negatywne myśli. Warto pamiętać, że zmiana wymaga wbudowania nowych działań w codzienny grafik. Doba nie będzie trwała dłużej niż 24 h, dlatego, gdy chcę wprowadzić coś nowego do grafiku, muszę coś z niego wyjąć. Nadać nowej czynności rangę i czas. Bez tego fundamentu idee rozpływają się w starych przyzwyczajeniach. Codzienne notowanie samoobserwacji pomaga badać wartości, myśli, uczucia, uspokaja emocje, pomaga odreagować oraz korygować kierunek naszych działań.
Te działania warto wesprzeć poprawiając kontakt z naszym ciałem. Służy temu każdy wykonywany świadomie ruch. Uważny wysiłek fizyczny integruje, wspiera poznanie siebie, buduje poczucie zaufania do siebie i uczy rozumieć sygnały wewnętrzne, które potem alarmują nas, że czas na relaks. Kluczem do samopoznania jest nie tyle forma aktywności, co sposób jej wykonywania. Gotowanie obiadu, prowadzenie samochodu czy spacer, jeśli świadome, czyli wykonywane z pełną uwagą (jakby to była w tym momencie najważniejsza czynność na świecie) sprzyjają budowaniu dobrej relacji ze sobą. Poprawa relacji z samym sobą odbywa się także poprzez pozwalanie sobie doświadczać troski i wsparcia ze strony innych oraz wyrabianie nawyku mówienia do siebie „w umyśle” - w trudnych momentach życia: „Jestem po twojej stronie, możesz na mnie polegać, należy ci się odpoczynek”. Trudno wykonać, prawda? Na szczęście nawet częściowe uwewnętrznienie tego skryptu zwiększa szanse w radzeniu sobie z przeciążeniem i ze stresem.

Buduj wewnętrzne poczucie bezpieczeństwa. Nie uzależnij go tylko od źródeł zewnętrznych – stanu posiadania czy opinii innych. Potrzebujemy budować poczucie oparcia w sobie, niezależne od zewnętrznych okoliczności. Pomoże w tym określanie hierarchii naszych wartości, wszelkie formy medytacji, kontemplacji czy modlitwy, umiejętność bycia samemu, zbliżenie się do natury, która nas uspokaja i ukorzenia.

Jeśli z doświadczenia wiemy, szybciej uczymy się i wprowadzamy zmiany, pracując z drugą osobą skorzystajmy z psychoterapii. To praca nad samopoznaniem i rozumieniem. Ta niejednokrotnie zaskakująca i fascynująca podróż może służyć naprawianiu szkód lub odkrywania potencjału. Klienci psychoterapeutów to coraz częściej ludzie na, stanowiskach, traktujący dbanie o siebie jako wyraz odpowiedzialności, a nie słabości. Psychoterapia zajmuje godzinę w tygodniu, zwykle trwa nie dłużej kilka miesięcy. W niczym nie przypomina karykatury znanej przez każdego z nas z filmów Woody’ego Allena, mawiającego, że daje swojemu psychoanalitykowi jeszcze 15 lat, a potem jedzie do Lourdes…

RELACJE OSOBISTE

Nasza kultura naznaczona podejściem Newtona i Kartezjusza, twórców uznających, że wszystkie istoty żywe są od siebie w pełni niezależne, wciąż ma problem z uznaniem znaczenia relacji osobistych dla szeroko pojętego sukcesu życiowego. Odwołując się do modelu Freuda, nasze życie jest jak most z dwoma filarami. Jeden filar to życie osobiste, drugi zawodowe. Niestety przez cały okres życia poświęcony edukacji, kolejne szkoły inwestują jedynie w filar zawodowy, intelektualny. Obszar emocji, powiązany ściśle z relacjami pozostaje nie doinwestowany. Nieświadomie tendencję tę wzmacniają nasi rodzice, okazując dumę głównie wtedy, kiedy zrobimy coś sami lub kiedy jesteśmy oryginalni. Zapamiętujemy to i w dorosłym życiu wpadamy w przesadną samowystarczalność i oryginalność. Pierwsza sprawia, że trudno nam prosić o pomoc i jesteśmy ślepi na sygnały wsparcia płynące z otoczenia, co niszczy relacje. Druga, stając się sposobem na zdobycie uznania, przestaje oznaczać autentyczność i docenianie tego, kim naprawdę jesteśmy. Zamienia się w walkę o przewagę i wyróżnianie z tłumu prowadzące do wyobcowania. Sukces kojarzy się z życiem zawodowym, więc pracujemy coraz ciężej, minimalizując ilość czasu, który moglibyśmy poświęcić na uczenie się bycia w relacji. Nie dziwi zatem, że ten obszar coraz częściej frustruje, nasilając myślenie w kategoriach „ja”, mechanizm chroniący przed kolejnym zranieniem i kompensujący brak intymności. Socjologowie alarmują (Amitai Etzioni), że pracoholizm to zachowanie zastępcze wobec braku związków i poczucia jedności z innymi. Paradoks przepracowania i stresu zawodowego wynikałby stąd, że nie dlatego mamy złe związki z innymi, bo nadmiernie pracujemy, ale nadmiernie pracujemy, bo mamy złe związki z innymi.

Faith Popcorn, analityczka tendencji społecznych stworzyła pojęcie „kokonizacji”. To „próba otoczenia się skorupą bezpieczeństwa, pozwalająca przestać być na łasce i niełasce złego, nieprzewidywalnego świata, którego repertuar ataków sięga od nieuprzejmych kelnerów i wszechobecnego hałasu po przestępstwa narkotykowe, recesję i AIDS. Kokonizacja to izolacja i unikanie, spokój i ochrona, wygoda i panowanie nad sytuacją”. Popcorn sklasyfikowała osoby prezentujące inne strategie kokonizacji: „opancerzony kokon” – człowiek, który wszędzie próbuje się ochraniać fizycznie i bronić psychicznie; „wędrujący kokon”- człowiek, który chce panować wszędzie tam, gdzie się znajdzie; „uspołeczniony kokon”- ktoś, kto kontaktuje się z ludźmi rzadko i wybiórczo. Jeśli kokonizacja stanie się sposobem na życie, staje się dla życia groźna.

Młodzi menedżerowi często wybierają życie w pojedynkę, bo uważają, że związki zabierając czas na pracę utrudniają osiągniecie sukcesu. Wiele firm wspiera ten model, zapewniając sobie tym samym wyłączność do ich potencjału. Rozdzielają miłość i karierę, sugerując, że można mieć jedno albo drugie. Nic bardziej błędnego. To przecież dwa filary tego samego mostu. Usuń, któryś z nich a most się chwieje. W efekcie pracodawcy mają nieefektywnych pracowników a w gabinecie notuje się coraz więcej chorób będących efektem wypalenia i chronicznego zmęczenia. Zgłaszający się po pomoc z zaskoczeniem odkrywają, że cierpią z powodu samotności. Że pomylili chęć bycia doskonałym, z potrzebą, by mieć lepiej niż inni. Ciągle rywalizując otoczyli się relacjami: Ja przeciwko Tobie. A obsesja porównań sprawiła, że wszystko stało się relatywne. Zawsze znajdzie się ktoś piękniejszy, mądrzejszy, bogatszy, więc mój nowy nissan, staje się kupą złomu, kiedy kolega przyjedzie nowym mercedesem.

Może dlatego zaczynają dochodzić do głosu nieśmiałe na razie tendencje przeciwne. Ich przedstawiciele mówią, że woleliby pracować krócej niż wygrać na loterii (statystyki Ibidem) oraz podkreślają potrzebę równowagi miedzy pracą a życiem prywatnym podejmując decyzję o nowej pracy(www.work-lifebalance/newsurvey). Można by powiedzieć, że natura upomina się o swoje. Mądrość owych tendencji potwierdzają badacze z wielu ośrodków naukowych. Dowodzą, że osoby, które czują się kochane i wspierane, oraz te dające miłość i wsparcie żyją dłużej i są zdrowsze do późnej starości. (Depner, C.E. i Ingersoll –Dayton „Supportive relationsuips In later life”. Psychology of Aging, 1988). Czasami trudno oddzielić skutki sposobu życia (dieta, ruch, palenie) i wsparcia społecznego. Ale badania ‘NI-HOn-SUN”, prowadzone w Honolulu, Japonii i San Franciso dowiodły, co jest ważniejsze. Uczestniczyło w nich 11.900 Japończyków mieszkających w Japonii. Porównano wyniki z badaniami Japończyków, którzy wyemigrowali. Zapadalność na chorobę serca była najniższa w Japonii, średnia na Hawajach, najwyższa w Kalifornii. Tych różnic nie wyjaśniały różnice w diecie, ciśnieniu krwi czy poziomie cholesterolu. Co więcej liczba osób palnych papierosy byłą wyższa w Japonii, mimo, że zapadalność na chorobę serca była tam najniższa. Następnie sklasyfikowano Japończyków-Amerykanów wg stopnia w jakim zachowali tradycję. Wśród tych, którzy byli najbardziej tradycyjni, zachowali więzi rodzinne i własne środowisko zapadalność na chorobę serca była równie niska jak wśród tych mieszkających w Japonii. Ci którzy najbardziej przejęli wzorce kultury zachodniej, chorowali 3 do 5 razy częściej. Słowem sieci rodzinne i społeczne chronią przed chorobą i przed wczesną śmiercią.

Jak zadbać o relacje? Stres wywoływany przez intensywną pracę uszczupla ilość czasu wolnego, drenując fizyczne rezerwy. Zmniejsza to cierpliwość w stosunku do bliskich. Dlatego kluczowym jest dbanie o właściwe odreagowywanie napięcia, by nie padali jego ofiarą twoi bliscy. Pomocny będzie w tym wysiłek fizyczny

Niektórzy z nas mają wielką sieć kontaktów, jednak opartych na zasadzie coś za coś lub podszytych potrzebą dominacji. Jasne, że motywy do utrzymywania relacji bywają mieszane, ale warto sprawdzać co dominuje i szukać balansu. Wtedy zdrowa kontrola nie zamieni się w niezdrową, charakteryzującą się niemożnością zniesienia przeszkód w karierze. A motywacja miłosna nie zamieni się w ciągły niedosyt miłości dawanej i otrzymywanej. Warto przypomnieć sobie o wszystkich pełnionych rolach. Przydzielić każdej miejsce w hierarchii i ilość czasu jaki chcesz jej każdego tygodnia poświęcić. To przeciwdziała wypieraniu rzeczy ważnych przez pilne, nie koniecznie najważniejsze.

Osoby spełnione w związkach podkreślają, że po prostu przypominają sobie każdego dnia, że ich związek jest najważniejszy. Wielu z nas powiedziałoby to samo, prawda? Ale niewielu zamienia te słowa na działanie. A niestety w związku, jak w pracy, jak o niego nie dbasz, po prostu cię zwalniają. Dlatego utrzymuj perspektywę dalekowzroczną. Dbaj o stan „emocjonalnego konta bankowego”. Powiedzmy, że jest ono duże, wynosi 500 000 zł emocjonalnej rezerwy. Możesz wtedy od czasu do czasu wybierać małe kwoty pieniędzy jak 10.000 zł inni to zrozumieją. Na przykład będziesz potrzebował podjąć decyzję, uczynisz to autorytarnie z powodu braku czasu, bez konsultowania tego z innymi, bez wyjaśniania im sytuacji. Jeśli Twoje emocjonalne konto jest duże, to taka wypłata, nie uszczupli go poważnie. To emocjonalne konto tworzymy empatią, cierpliwością, serdecznością, uczciwością, szczerymi przeprosinami za błędy. Dodatkowo pracuj nad kompetencjami kluczowymi w życiu lidera: nad zarządzaniem czasem, komunikacją i rozwiązywaniem problemów. Są równie użyteczne w życiu osobistym.

Zweryfikuj mit, że kobiety są kompetentne w obszarach dotyczących relacji, a mężczyźni nie. Żadna płeć nie jest szczególnie mądra w obszarze budowania satysfakcjonujących relacji i rozwiązywania problemów. Kobiety mają więcej praktyki w rozmowach o uczuciach, ale to czyni trudniejszym dla wielu z nich rozpoznanie własnego udziału w tworzeniu problemu. Mężczyźni stawiają na pragmatyzm, ale wielu nie rozumie, że dzielenie się uczuciami buduje bliskość. Mają także tendencję do bycia zbyt pasywnymi lub zbyt upartymi. Każdy musi wziąć odpowiedzialność za to, co wnosi.

PODSUMOWANIE

Nawet najbardziej oryginalni myśliciele potrzebują pomocy. Thomas Edison, który zarejestrował ponad 1000 patentów, nie robił niczego sam. Jego asystent, Francis Jehl, określił swego mistrza jako „Edison to rzeczownik zbiorowy, który oznacza pracę wielu ludzi.” Dlatego rozdmuchany indywidualizm, brak głębokich, intymnych związków to szansa raczej na porażkę życiową niż na sukces. Poszukiwanie uznania, kosztem intymności, potrzeba wygrania zamiast bycia razem to przepis na poczucie izolacji, wypalenie i lęk przed śmiercią. Czasem dopiero strata kogoś ważnego uświadamia nam o ile łatwiej boksować się ze światem, kiedy w domu czeka ktoś kochany. Warto pamiętać, że „Największe deklaracje nie są nic warte, jeśli nie stoi za nimi czas, który poświęcasz temu, co kochasz. Jeśli więc nie poświęcasz czasu sobie, znaczy, że nie kochasz siebie (Antonie de Saint –Exupery).
Jeśli nie poświęcasz go bliskim...

 

   

 

Zobacz wszystkie aktualności eksperta: Jagna Ambroziak

 
 

« Powrót do listy

 

Pomagamy

 
Przyjdź:
ul. Wiertnicza 131
02-952 Warszawa (Sadyba)

Zadzwoń:
22 839 74 43 lub 721 43 43 34