zespół

Kiedy przyjaźń może zacząć nas uwierać?

14/09/2018 | publikacje
 
 

Kiedy przyjaźń może zacząć nas uwierać?
- Na przykład wtedy, kiedy w przyjaźni tracimy autonomię, kiedy zamienia się ona w monolog. Nasz głos przestaje być słyszany, robimy wszystko pod dyktando dominującego przyjaciela. Świadczą o tym małe, ale istotne z naszej perspektywy gesty. Nasze potrzeby są na co dzień ignorowane, nasze opinie są wyśmiewane, bez względu na ustalenia i tak realizujemy w końcu cudzą wizję. To oczywiście tylko jedna z konfiguracji o potencjalnie toksycznym charakterze, jaka przychodzi mi do głowy.

Co jeszcze nie służy przyjaźni?
- Dysproporcja zaangażowania, która występuje, gdy jednej ze stron zależy bardziej na podtrzymywaniu relacji. Interesowność, brak empatii, brak szacunku wobec uczuć drugiego człowieka zawsze prowadzą do patologii. W każdym przypadku, który tutaj naświetlimy, dojdziemy do partnerstwa, a właściwie jego braku, bo to ono jest filarem przyjaźni. No i do wzajemności – bez niej przyjaźń nie ma sensu.

A jeśli „ofiara” zaczyna dostrzegać, że coś jest nie tak? Jakie są w przyjaźni pierwsze symptomy zmęczenia drugim człowiekiem?
- Sygnałem ostrzegawczym może być dla nas dyskomfort, który odczuwamy podczas spotkań z przyjacielem. Ten dyskomfort dotyczy zarówno tego co dzieje się w naszym ciele – nagle zaczyna nas boleć brzuch, nadmiernie pocimy się, boli nas głowa- jak i naszej psychiki, prowadząc do tego, że nie zachowujemy się naturalnie, dobieramy słowa, unikamy pewnych tematów, żeby nie doprowadzić do kłótni. Coś, co miało nam sprawiać przyjemność, co dawniej nas cieszyło, stresuje nas.
- Często ignorujemy jednak podobne objawy lub wypieramy prawdę o przyczynach naszego stanu. Chodzimy struci, wydaje nam się, że szum w głowie to efekt migreny, a nie wynik kontaktu z teoretycznie życzliwym nam człowiekiem, który tak naprawdę nas krzywdzi. Boimy się zmierzyć z tym tematem, bo to nieuchronnie prowadzi do konfrontacji.

Z kim ta konfrontacja: z przyjacielem czy ze sobą?
- Oba warianty napełniają nas lękiem, no i są ze sobą powiązane. Kiedy uznamy, że nasz przyjaciel nas wykorzystuje, obraża, manipuluje nami, jesteśmy niejako zmuszeni, żeby zadać sobie pytanie: dlaczego wciąż się na to godzimy? W związku z tym udajemy, że nie widzimy wad przyjaciela, bo boimy się naruszyć – pozornie bezpieczny – porządek.

Może zabrzmi to idealistycznie, ale uważam, że przyjaźń to magiczna relacja, która nie jest zobowiązaniem finansowym, kredytowym, małżeńskim, jakimkolwiek, za to jest przestrzenią, w której możemy bez obaw zostawić swoje myśli i troski. Jeżeli ta przestrzeń bezpieczeństwa zaczyna się kurczyć, jeżeli zaczynamy się w niej asekurować, to powinno nas to skłonić do refleksji.

I do szybkiego działania?
- Najlepiej byłoby poczekać, popatrzeć, nabrać dystansu do sprawy, a potem szczerze porozmawiać. To teoria, bo w życiu bywa różnie. O dystans trudno o tyle, że nierzadko wybieramy przyjaciela, żeby leczył jakąś naszą skrywaną traumę lub też umożliwiał nam odtwarzanie patologicznego skryptu z przeszłości.

 

Fragment z rozdziału 9 Toksyczna przyjaźń- Magdalena Namysłowska
książka Hanna Rydlewska “Po prostu przyjaźń”
 

 

Zobacz wszystkie aktualności eksperta: Magdalena Namysłowska

 
 

« Powrót do listy

 

Pomagamy

 
Przyjdź:
ul. Żegiestowska 22B
02-924 Warszawa (Sadyba)

Zadzwoń:
22 839 74 43 lub 721 43 43 34